strona główna
IGOREK WINNOWICZ


GALERIA
IGOREK OD DNIA URODZIN

GALERIA


IGOREK PO SKOŃCZENIU ROCZKU
 
galeria

 



 Fundacja Dzieciom
 "Zdążyć z Pomocą"


 





        

    
  Nazywam się Igorek Winnowicz. Urodziłem się 07.11.2007r. poprzez cesarskie cięcie w 25. tygodniu z ciąży bliźniaczej, jako 5-miesięczny wcześniak. Wraz ze mną na świat przyszedł mój brat bliźniak, Oskarek. Po urodzeniu lekarze nie dawali nam dużych szans na przeżycie. Ocenili nasz stan jako krytyczny – punktacja w skali Apgar w 1,3,5 minucie wynosiła odpowiednio 1,4,5 punktów. Każdy z nas ważył po 620 gr. Walczyliśmy o każdy kolejny dzień życia, jednak Oskarek odszedł 8 dnia zostawiając mi całą swoją siłę do dalszej walki. I wtedy wiedziałem, że nie mogę się poddać, musiałem żyć.

           
Od urodzenia do 71. doby byłem sztucznie wentylowany na wysokich parametrach respiratora, następnie mój oddech wspomagano metodą CPAP (Infant Flow). Do 91. doby nie mogłem poradzić sobie bez tlenoterapii. W 8. dobie życia wystąpiło krwawienie do otrzewnej, zaczęły obumierać mi jelitka, konieczna była operacja.  Usunięto mi ok. 4 cm jelita cienkiego. Po zabiegu nastąpiła stopniowa poprawa, jednakże mimo obecności perystaltyki, licznych wlewek, badania kontrastowego przewodu pokarmowego moje jelitka nadal nie pracowały. W 37. dobie kolejny raz miałem operowany brzuszek. 
Oprócz tego moja krew nie krążyła tak, jak powinna. W 20. dobie życia lekarze zamknęli mi otwór Botala przy serduszku, aby krew krążyła prawidłowo. Utrzymywała mi się duża niedokrwistość, dlatego  wielokrotnie przetaczano masę erytrocytarną, oraz masę płytkową. 
Lekarze podejrzewali u mnie chorobę - cytomegalię, jednakże nie obserwowano żadnych zmian klinicznych, aby wprowadzić leczenie cytomegalii gancyklowirem. Po konsultacji stwierdzono, że najprawdopodobniej dodatnie antygeny to wynik częstego przetaczania krwi, a chorobę najwyraźniej nabyłem od jednego z dawców. 
W 44. dobie życia stwierdzono hiperbilirubinemię bezpośrednią. W 45. dobie życia zabrakło mi sił do walki, w moje malutkie ciałko wdarło się zakażenie organizmu, wzrost CRP do 111mg/l (norma to do 5mg/l ) oraz dodatni posiew krwi. Ponowny kryzys nastąpił w 74. dobie życia – posocznica (sepsa), wzrost CRP do 217 mg/l, dodatni posiew krwi, małopłytkowość. Wtedy wszyscy lekarze orzekli, że należy przygotować się na najgorsze. Ale ja wiedziałem, że muszę walczyć, w końcu obiecałem to Oskarkowi. Na szczęście, z pomocą lekarzy, udało się.  
W 69. dobie życia przeszedłem zabieg laseroterapii z powodu retinopatii wcześniaczej, gdyż moje oczka nie zdążyły się rozwinąć. Do domu wyszedłem  po 133 dniach. 

          Wydawałoby się, że wyszedłem obronną ręką z wcześniactwa. Jednak nie do końca tak jest. Moim największym problemem jest to, że nie widzę, a przecież mam poczucie światła!. Laser, który miałem wykonany nie pomógł moim oczkom. Rodzice szukali pomocy w Warszawie u profesora Prosta, który jako jedyny w Polsce zajmuje się tego typu schorzeniem (retinopatia wcześniacza V stopnia). Jednakże Pan profesor sugerował, aby nauczyć się żyć z dzieckiem niewidomym stwierdzając, iż jestem przypadkiem nieoperacyjnym. A ja tak bardzo chciałbym zobaczyć mamę i tatę. Rodzice nie pogodzili się z wydaną opinią i szukali pomocy gdzie indziej. Tak trafiliśmy do Niemiec, do kliniki w Greifswald. Tam profesor Clemens dał nam 50% szans, że będę cokolwiek widział, jednakże muszę być bezwzględnie operowany. Przeszedłem kolejne zabiegi operacyjne obu oczek. Profesor Clemens od razu powiedział, iż będą potrzebne kolejne zabiegi, że na jednej operacji się nie skończy, dając nadzieję, że będę widział kontury, zobaczę mamę i tatę, choć raczej nie będę czytał. Dla mnie te nowe słowa to i tak wielka szansa na wyjście z głębin ciemności! Rodzice robią wszystko, co w ich mocy, jednakże operacje to ogromny wydatek. Koszt zabiegu przeprowadzonego na jednym oczku to 3 tys. euro, do tego dochodzą koszty dojazdu i pobytu rodziców. Brakuje nam już pieniędzy na sfinansowanie kolejnych, koniecznych operacji i zabiegów. Abym mógł widzieć systematycznie ćwiczymy oczka, jeździmy na rehabilitację wzroku. Dwa razy w tygodniu razem z mamą jeżdżę dodatkowo na rehabilitację ruchową, abym rozwijał się prawidłowo. 
Mam duże kłopoty z jedzeniem, ale lekarze i rehabilitanci zgodnie twierdzą, że mam ogromny potencjał, jestem pełen życia, oraz że „gdybym widział doganiałbym rówieśników”. To byłoby wspaniałe... 
Szukamy więc pomocy finansowej, która pomoże nam pokryć koszty niezbędnych operacji, rehabilitacji ruchowej, wzrokowej, dalszego leczenia, abym mógł cieszyć się życiem tak, jak inne dzieci. Z góry dziękuję wszystkim dobrym ludziom, którzy zechcą przyczynić się do mojej walki o jasny, kolorowy świat.
 
Igorek Winnowicz z rodzicami